Nowości

      Bestsellery

      Polecamy

      Promocje


      Antykwariat


Felietony Tadeusza Nyczka w książce zebrane


"Nawozy sztuczne" to najnowszy zbiór felietonów krytyka literackiego i teatralnego Tadeusza Nyczka. Pisane w latach 2008-2014 teksty traktują o rzeczach rozmaitych. Łączy je jednak główny bohater - teatr. Autor, wybitny badacz, a może przede wszystkim widz, przybliża rozmaite wydarzenia teatru ostatnich lat - i dziesięcioleci. Sięga do przeszłości, wraca do losów legendarnego już "Przekroju" i do przyjaźni z twórcami.

Wydarzenie teatralne jest często dla autora tylko punktem wyjścia do przenikliwych spostrzeżeń na temat współczesności. Za swobodnym tokiem myśli, która w poszukiwaniu inspiracji nie waha się wyjść daleko poza teatralną salę, da się wyczuć pragnienie, by skłonić czytelnika do zastanowienia się nad wyzwaniami, które stoją przed sztuką i artystą dzisiaj.

"Polski powojenny teatr bywał najlepszy, kiedy albo prawdziwie się spierał z rzeczywistością, albo kiedy poszukiwał nowych języków sztuki, żeby wyrazić niewyrażalne: głębinowe ludzkie mity, cierpienie, piękno, cud istnienia. Coraz częściej przekraczał rampy i bariery, wychodził z budynków, szukał bezpośredniego porozumienia z samym życiem. Krytyków - nie wszystkich, bez przesady - też najbardziej ciekawiły pogranicza i przekroczenia, tam było najwyżej i najciekawiej. Sam do nich należałem.

Biada jednak teatrowi, jeśli życie okaże się ciekawsze, bardziej ekscytujące. Niejeden krytyk, zawiedziony w swojej miłości do sztucznych światów, wybierał w końcu ten prawdziwy i porzucał zawód komentatora sceny. Felietony, które przez ostatnie kilka lat, w nowej rzeczywistości, pisałem do nowego "Dialogu", są najlepszym dowodem tych pokus wychodzenia z teatru w nie-teatr. Czasem bardzo daleko od teatru".

Z eseju "Kompot z jabłek"

***

Tadeusz Nyczek - urodzony 01.08.1946 r. w Krakowie. Krytyk literacki, teatralny i plastyczny. Studiował polonistykę na UJ oraz reżyserię dramatu w PWST w Warszawie. Eseje, artykuły i recenzje publikował m.in. w "Twórczości", "Studencie", "Życiu Literackim", "Miesięczniku Literackim", "Dialogu", "Teatrze",

"Arce", "Gazecie Wyborczej", "Przekroju". Był współzałożycielem niezależnego wydawnictwa ABC oraz galerii sztuki Inny Świat. Od 1984 roku wykładowca na Wydziale Reżyserii krakowskiej PWST. Od 2012 kierownik literacki Teatru Ateneum w Warszawie.

Autor scenariuszy, okazjonalny reżyser widowisk teatralnych i telewizyjnych.

Ma w swoim dorobku kilkanaście książek o problemach literatury, teatru i malarstwa, m.in. "Pełnym głosem. Teatr studencki w Polsce 1970-75" (1980); "Powiedz tylko słowo. Szkice literackie wokół "Pokolenia 68" (1985); "Lakierowanie kartofla i inne teksty teatralne" (1985); "Emigranci" (1988); "Zdzisław Beksiński" (1989); "Rozbite lustro. Teksty przy teatrze" (1991); "Plus nieskończoność. Trzy tercety krytyczne na poezję, teatr i malarstwo" (1997); "Alfabet teatru dla analfabetów i zaawansowanych" (2002); "Kos. O Adamie Zagajewskim" (2002); ); "Tyle naraz świata. 27 x Szymborska" (2005); "Lektury obowiązkowe" (2005); "Salon Niezależnych. Dzieje pewnego kabaretu" (2008), "Po co jest sztuka? Rozmowy z pisarzami" (2012).

Laureat Nagrody im. B. Sadowskiej (1989) i Nagrody im. Kazimierza Wyki za twórczość eseistyczną i krytycznoliteracką (2000).

***

Rozmowa z Tadeuszem Nyczkiem

W jakich okolicznościach powstał pierwszy Pana tekst o teatrze?

- To był rok 1962 albo 63, czyli byłem w II albo III klasie krakowskiego Liceum Sztuk Plastycznych. Zobaczyłem w gazecie, że Teatr Groteska ogłasza konkurs na recenzję z jakiegoś swojego Moliera, chyba ze "Skąpca". Poszedłem, potem nabazgrałem coś na kartce z zeszytu, wysłałem i dostałem w nagrodę lornetkę teatralną. Posłużyła mi parę razy, później gdzieś wsiąkła.

Możliwe, że odpowiedź na to pytanie będzie wymagała uproszczeń, mimo to zadam je: jakie przemiany, w Pana odczuciu, dokonały się w polskim teatrze w ciągu tych wszystkich lat pisania o nim?

- Na przykład dramaty jako dramaty przestały być podstawową formą literatury w teatrze. Coraz częściej bywają wypierane przez adaptacje, scenariusze, montaże, wreszcie performansy, gdzie generalnie literatura jako taka jest niekonieczna. Bardzo poszerzyły się gatunki sceniczne, przede wszystkim za sprawą teatru awangardowego i alternatywnego, co niekoniecznie znaczy to samo. Spektakle zaczęły gromadnie wychodzić z budynków teatralnych w inne przestrzenie. Dyplom aktorski czy reżyserski przestał być gwarantem zatrudnienia. Aktorzy, kiedyś latami przywiązani do stałych zespołów, wskutek pojawienia się różnorakich mediów, zwłaszcza w dużych miastach, zaczęli masowe wędrówki między teatrami, planami filmowy i telewizyjnymi, zaczem tradycyjna zespołowość coraz bardziej przestaje być powojennym fenomenem środkowo-wschodnioeuropejskim. Jednym słowem zmian bardzo dużo.

Jak zmieniały się trendy w teatrze w ciągu ostatnich kilkunastu, kilkudziesięciu lat? Skąd się one brały?

- Odpowiedź także i na to pytanie chyba padła chwilę wyżej. A skąd się te trendy brały? A skąd się w ogóle biorą zmienne trendy na świecie? Po prostu z przemian kulturowo-cywilizacyjnych, bo świat jest coraz bardziej systemem naczyń połączonych i wszystko coraz szybciej przepływa. Tak kiedyś zawędrowała do nas kultura alternatywna i bynajmniej nie przeszkodziła jej żelazna kurtyna, a teraz, kiedy staliśmy się częścią zachodniego świata, procesy asymilacyjne przebiegają na jeszcze większą skalę. Nasz system teatrów etatowo-zespołowych pewnie długo będzie się trzymał mocno, bo środowisko ma w tym poważny interes, ale i to się powoli na naszych oczach rozmontowywuje. Co ciekawe, zasada asymilacyjna nadal działa głównie w jedną stronę, z zachodu na wschód. Struktury zachodniej kultury demokratycznej po prostu okazują się trwalsze i silniejsze niż to, co niegdyś wprowadził socjalizm.

Felietony, składające się na tom "Nawozy sztuczne", ukazywały się w miesięczniku "Dialog". Dziś są one dla nas cennym zapisem wydarzeń rozgrywających się na polskiej scenie. Czym są - i były w trakcie samego pisania - te teksty dla Pana?

- Raczej rozmową z teatrem i tym, co wokół teatru, niż opisem stanu rzeczy; felietony nie są od obiektywnej rejestracji dziejów. Z pewną nostalgią obserwowałem, jak teatr, trzymający zawsze wysokie miejsce w hierarchii kultury, zjeżdża powoli w dół na rzecz kina, telewizji i całej elektronicznej sfery medialnej, nawet gastronomii. Siłą więc rzeczy nawet ktoś taki jak ja nie patrzy już w teatr jak w wyrocznię. Nierzadko bardziej ciekawiły mnie sprawy i zjawiska zupełnie pozateatralne, związane z transformacją ustrojowo-społeczną, przemianami w świadomości, w sztuce. Żyjemy w ciekawych czasach, warto się dookoła rozglądać.

W tekstach kreśli Pan portrety artystów, wielu z nich to Pana przyjaciele. Czy łatwo artystom zaprzyjaźnić się z krytykiem?

- To zależy głównie od nastawienia krytyka. Są tacy krytycy, którzy celowo izolują się od jakichkolwiek prywatnych kontaktów czy konszachtów z artystami w imię zachowania maksymalnego obiektywizmu. Ja nie bardzo wierzę w jakikolwiek obiektywizm w krytyce i dla mnie takie izolacje są sztuczne i trochę wymyślone. Poza tym ciekawią mnie artyści jako tacy, sam proces twórczy, rozmowy z nimi i tak dalej. A w ogóle jestem nietypowy, spędziłem sporo lat w różnych teatrach, więc po drugiej stronie rampy, miałem galerię sztuki. Naturalne, że z wieloma artystami przyjaźniłem się albo nadal przyjaźnię.

Proszę podpowiedzieć, skąd przewrotny tytuł zbioru?

- Próbowałem to wyjaśnić - choć przyznaję, trochę się plącząc - w felietonie będącym jednocześnie czymś w rodzaju wstępu do książki. Nawozy sztuczne to dosyć cuchnąca odżywka służąca wzbogaceniu upraw, czyli właściwie całkiem dobra definicja krytyki.

Ostatni esej w zbiorze to rodzaj podsumowania tego, co wydarzyło się w sztuce w 20 stuleciu. Czy można już powiedzieć, co dzieje się w sztuce teraz?

- Nadal to samo. Procesów kulturowych raczej nie obchodzą nasze kalendarze. O XX wieku też mówi się, że naprawdę zaczął się w roku 1914, kiedy wybuchła I wojna światowa i dopiero po niej wszystko nie było już takie jak przedtem.

Czy według Pana bez sztuki da się żyć?

- I tak, i nie. Tak, bo zawsze można powiedzieć: mnie tam sztuka nie rusza, do teatru nie chodzę, do kina nie chodzę, książek nie czytam, wystaw nie oglądam, muzyki nie słucham. Ale i nie, bo chcąc nie chcąc żyjemy w świecie pełnym sztuki na każdym kroku, od afisza na słupie po serial w telewizji i wystrój meczetu czy kościoła. I nawet jeśli bywa, że to "żadna sztuka", to przecież i sztuka, ludzki artefakt artystyczny. Żyjemy pośród takich artefaktów często nie zdając sobie sprawy, jak dalece w nas wrosły.

e-teatr.pl



Koszyk jest pusty

 






"Sztuka reżyserii",
Zygmunt Hubner

więcej o tej pozycji...

  © Copyright 2005
Instytut Teatralny
im. Zbigniewa Raszewskiego